Blog filmowy: subiektywnie o filmach

Wpis

wtorek, 19 kwietnia 2011

Projekt: 100 najlepszych - 42. Zodiac

Zodiac

Rok produkcji: 2007

Reżyseria: David Fincher

Budżet: ok. 65 000 000 USD

 

"Zodiac" widziałem już jakiś czas temu. Zapamiętałem film jako "oparty o autentyczne wydarzenia kryminał". I to w zasadzie tyle. Nie skojarzyłem z filmem żadnych emocji, zatem chyba nie zrobił większego wrażenia. Po ostatnim seansie zastanawiałem się dlaczego. Co więcej - zastanawiałem się czy w ogóle widziałem kiedyś ten film do końca. Każda scena z drugiego kontaktu z filmem Finchera była dla mnie nowa, każda postać była całkowitą zagadką, a samo rozwiązanie było wielce zaskakujące. I chyba wymyśliłem, przynajmniej z mojego punktu widzenia.

 

 

Film jest długi (157 minut) i dość zawiły. Zmienia się w nim punkt widzenia, zmieniają się główni bohaterowie, zmieniają się główni podejrzani. Dodatkowo to wszystko rozciąga się w czasie. Nie tylko w kinowych niemal trzech godzinach, ale także w samej akcji - całość historii trwa 22 lata. I to chyba główna przyczyna tego pierwszego, niezbyt piorunującego, wrażenia. "Zodiac" to film nie-na-raz i oglądać-z-dużą-uwagą. Wszystko zaczyna się w 69 roku, kiedy anonimowy jeszcze sprawca zabija parę nastolatków w samochodzie na jakimś parkingu. Następnie sam zgłasza to przestępstwo (nadal anonimowo), a następnie wysyła do trzech dużych redakcji list oraz fragment zaszyfrowanej wiadomości. Nakazuje gazetom wydrukować swój list pod groźbą popełnienia kolejnych morderstw. Na tym etapie mamy dwóch bohaterów. Młodego rysownika imieniem Robert pracującego w gazecie od 9 miesięcy (Jake Gyllenhaal) oraz nieco ekscentrycznego, ale też bardzo doświadczonego dziennikarza Paula (Robert Downey Jr.). Obaj panowie bardzo interesują się zodiakalną sprawą. Z tym, że ten pierwszy niestety może tylko obserwować poczynania kolegi i jest to zabieg o tyle ciekawy, że widz również spogląda jak gdyby przez ramię na akta prowadzonej sprawy. Sprawa się rozwija i nabiera tempa. Zodiak jest coraz odważniejszy, nawiązuje komunikację ze światem i zaczyna urastać do rangi zjawiska. Oczywiście zjawiska terroryzującego miasto i rzucającego na mieszkańców blady strach.

 

 

Wszystko to do momentu kiedy zabija kolejną ofiarę. Opuszczamy wtedy nieco Gyllenhaala i wskakujemy na ramię nowego bohatera - Inspektora Davida Toschi'ego (Mark Ruffalo). Jako, że jest to policjant, zaczynamy sprawę poznawać nieco bliżej. Nieco dokładniej. Poznajemy ją od policyjnego zaplecza, ze wszystkimi fałszywymi donosami, z poszlakami i wariatami podającymi się za mordercę. Widzimy też, jak działania prasy mogą spustoszyć naszą dotychczasową pracę (dla mnie był to naprawdę ciekawy zabieg zmiany perspektywy). Śledztwo z biegiem czasu staje się coraz trudniejsze, a główni podejrzani są eliminowani w testach grafologicznych lub poprzez niezgodność odcisków palców. Inspektor Toschi pozostaje sam ze sprawą i niestety wypala się poświęcając kolejne lata swojego życia na nieuchwytnego zabójcę. Wtedy do gry wraca Dawid Graysmith (ten rysownik). Widząc bezradność policji oraz zmarnowane życie kolegi z pracy (który stał się celem maniaka) podejmuje się wyzwania napisania książki. Rozpoczyna śledztwo od nowa. Znajduje nowe informacje, dochodzi do podobnych wniosków, ale uzupełnionych dodatkowymi faktami. Poświęca się sprawie coraz bardziej wpadając w obsesję. Zatracając się w tajemnicy nierozwikłanych morderstw zostaje sam.

 

 

Jak już wspomniałem, jest to film wielowątkowy i bardzo rozciągnięty w czasie. Widz jest trochę wodzony za nos. Dostajemy mnóstwo wskazówek na temat tożsamości potencjalnego mordercy, a po chwili to wszystko jest nam odebrane jednym faktem dyskwalifikującym poszlaki. I ten zabieg w stosunku do jednego podejrzanego jest wykonany kilkukrotnie. I niby jesteśmy (jako widzowie) pewni, że to ten właśnie facet. Ale po chwili dostajemy scenę, w której Graysmith ląduje w piwnicy. I znów nic nie jest jasne. Nie wiem czy to był cel, ale wydaje mi się, że trochę mi pogrożono palcem, żebym nie wydawał osądów na podstawie podejrzeń. Samo rozwiązanie oczywiście obala tą tezę, ale mimo wszystko - nauka nie poszła w las. Ale wracając do tematu, poprzez tak wiele zwrotów akcji, tak wiele perspektyw i jednocześnie przez niemiłosierne rozwleczenie w czasie (i nagraniowym, i scenariuszowym) dostajemy znakomitą, bardzo autentyczną narrację. Niemal czujemy ten próżny wysiłek każdego, kto podjął się rozwikłania tajemnicy morderstw Zodiaka. Wszystko to jest oprawione znakomitymi zdjęciami (ujęcie z góry jadącego samochodu wywołuje automatyczne skojarzenia z GTA). Świetnie też są oddane realia lat 70-tych. Aktorzy stają na wysokości zadania. Gyllenhaal i Ruffalo są bardzo autentyczni w swoich rolach. Downey Jr. jak na ekscentryka trochę stoi w cienu. Z kolei podejrzany (nie pomnę nazwiska) jest dobrany idealnie, a pierwsze spotkanie z nim, w obskurnej stołówce w fabryce, kiedy ma na sobie roboczy kobinezon, od razu wywołuje zimny dreszcz na plecach. Przyznam szczerze, że po pierwszym, niezbyt zapadającym w pamięć seansie, miło jest wrócić do filmu, który okazuje się jednym z najlepszych kryminałów jakie dane mi było obejrzeć.

 

 

PS. Dla wzmocnienia odbioru, proponuję przed seansem pokrótce zapoznać się z prawdziwą historią.

 

Cytat na dziś:

"It's very real. How do I know? Because I saw it on TV."

 

 

-- Michał Kozownicki

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
kozownicki
Czas publikacji:
wtorek, 19 kwietnia 2011 13:51

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Młoda Koza napisał(a) z *.nat.umts.dynamic.eranet.pl komentarz datowany na 2011/04/19 21:28:08:

    A ja przyznam się bez bicia, że mnie film troszkę znużył...

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny